krótki tekst o pokorze

Jest taki nieuchwytny moment równowagi w życiu. Gdzieś pomiędzy: jestem potrzebny / nie jestem potrzebny. Żeby niepotrzebnie nie zamieniać siebie w superbohatera. Żeby niepotrzebnie nie zamykać siebie tylko dla siebie. Gdzieś pomiędzy: mam wielkie cele / nic nie muszę w życiu osiągnąć. Żeby nie uwierzyć, że to, kim jestem, jest na zewnątrz. Żeby nie wycofać się jednak z drobnego naprawiania siebie. Gdzieś pomiędzy: jestem z wami / jestem sam. Żeby nie zagubić siebie w błyszczeniu przy innych. Żeby nie utracić siebie w izolacji. Gdzieś pomiędzy: moja miłość jest ważna/ moja miłość jest nieważna. Żeby nie uwierzyć, że ma się do zaofiarowania idealną miłość. Żeby nie trzymać się na dystans z obawy, że moja miłość zrani Ciebie, a mnie zrani Twoja. Trochę Cię uszczęśliwię i trochę unieszczęśliwię. I Ty mnie też. I to jest ok. Gdzieś pomiędzy: jestem silny / jestem słaby. Żeby nie odwracać się od swojej kruchości i daru w niej ukrytego. Żeby nie upaść jednak z rozpaczy bezsilności. Jest taki nieuchwytny moment równowagi w życiu. Bywam tam rzadko i na góra dwie chwilę. Ten tajemniczy punkt, o którym nie mam w zasadzie pojęcia, lubię nazywać najpiękniejszym imieniem świata. To pokora.

Poprzedni

paradoksy szczęśliwości

Następny

upływ czasu